Przeskocz nawigację


  1. Etheric Messages
  2. Dawn Bayati
  3. Zitherbell
  4. Sobek on the Prowl
  5. Therapeutic Space
  6. Simun
  7. Power of Vibrations
  8. Damascus
  9. Yeranos
10. Meetings with Reconciliation
11. Solace

Ocena: 7.5/10

„I would like, if i may, to take you on a strange journey…” tymi słowami rozpoczyna się muzyka przepowiedziana w języku snów. Wspólny projekt znanej wokalistki arabskiego pochodzenia – Natachy Atlas oraz zupełnie nieznanego muzyka Marca Eagletona naprawdę jest dawką muzyki przedziwnej.

„Etheric Messages” jak i cały album wypełnia muzyka przestrzenna, przez którą snuje się wokaliza Natachy Atlas, wyśpiewującej słowa w swym ojczystym języku. Jednak tym, co odróżnia tę specyficzną kolaborację od solowych dokonań artystki jest z lekka niepokojący, mroczny, wręcz oniryczny nastrój, do którego emanacji przyczyniają się dźwięki rodem z wieczornych uliczek miast Izraela czy Maroko, śmiech i krzyki dzieci, rozmowy niezliczonych dialektów, niby przypadkowo napotkane pobrzękiwania rozmaitych instrumentów, które często okrywają się niemalże awangardowo elektronicznym szronem.

Drugim ważnym czynnikiem jest niemalże brak usystematyzowanych melodii, co tylko potęguje poczucie obcowania z czymś w rodzaju muzycznego reportażu. Muszę, przyznać, że w takiej kombinacji głos pani Atlas staje się motywem wiodącym do którego bardzo łatwo z lubością przylgnąć i dać się zaprowadzić do serca pustyni o świcie. Warto zauważyć, że autorstwo wszystkich utworów przypisane jest właśnie Natachy.

Do najbardziej wrażeniowych fragmentów tej swoistej medytacji zaliczę wprowadzajacy wspaniały „Etheric Messages”, znacznie bardziej skupiony i modlitewny „Zitherbell”, oraz 10 minutowy „Simun”, który stopniowo przedzierzga się w pogodny, melodyjny utwór, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Po drugiej stronie napotkamy zaś mocniejsze uderzenie w postaci „Yeranos”, oraz wręcz sakralne „Meetings with Reconciliation”. „Solace” to niezwykłe zakończenie – 9 minut samej Atlas z towarzyszeniem przodka egipskiej harfy zwanego qanun. Jako, że nieznana mowa nie powie nam nic, może to być zarówno odchodząca pieśń snu, modlitwa, lament zmierzchu… cokolwiek podpowie nam wyobraźnia.

Główne zarzuty wobec „Foretold in the Language of Dreams” to pojawiająca się tu i ówdzie kuriozalność i nieprzystępność (nie ukrywam, że kilka pozycji, z „Dawn Bayati” na czele, będzie niełatwe w odbiorze). Jest ona na tyle wyrazista w niektórych momentach albumu, że nie sposób przymknąć na nią oko (ucho). Mimo to projekt jawi się jako osiągniecie intrygujące, mające do zaprezentowania wiele wrażeń, których nie sposób przegapić.

Ver.

%d blogerów lubi to: