Przeskocz nawigację

  1. Vol de nuit
  2. Earthbound
  3. Il Gioco
  4. Nevermore
  5. River of Stars
  6. Thalaster
  7. How Many Fools
  8. Ravens
  9. The Dark of the Night
10. Nocturne

Ocena: 8/10

Paul Schwartz jak dotychczas objawił się nam w trzech obliczach muzyki klasycznej w mariażu z ambientem i elektroniką: projekcie Aria, bardziej sakralnym State of Grace i jak dotąd jedynym w pełni autorskim dokonaniem spod szyldu The Paul Schwartz Project. I po raz kolejny ma się do czynienia z albumem, który czaruje powoli, ale skutecznie. Choć zapewne receptą na wydobycie pełni wrażeń jest nocna pora, gdyż „Earthbound” roztacza aurę bardzo nokturnalną.

Znacząca rzeczą jest właśnie owy wymiar scenerii nocy, które mogą być niezwykle kojące niczym zmierzch i zapach lasu. Zawartość to 10 utworów, jak to bywa w przypadku Schwartza, bardzo różnorodnych (co jednak w pewnych momentach albumowi szkodzi). Może o owych felerach na początek. Raz: „Il Gioco” – kawałek, który urwał się pewnie z projektu Aria i w ogóle nie pasuje tu ze swoją cukierkową, operetkową melodyjką. Dwa: nieco podobne w wyrazie „River of Stars” lub zupełnie mainstreamowe „The Dark of the Night” (które i tak raczej nie zaszalałoby jako singiel).

Natomiast cała reszta jest wspaniała. Niezwykle wysublimowane, piękne w swej subtelnosci utwory. Żeby wymienić tylko kilka: liryczne „Nevermore”, intersujące za prawą wykonania przez irlandzki żeński duet wokalny Shimoon; srebrzyste, opływające w skrzypcowe solówki „Ravens”, niepozbawione też idealnie zgranej gitary basowej, dyskretnej perkusji i wokali muzy Schwartza, Lisbeth Scott; bądź zakończenie płyty – „Nocturne”, gdzie fortepian usypia pozostawiając w tajemniczym nastroju niedopowiedzenia. Absolutnym cudem jest natomiast przepiękne „Thalaster” – również utwór instrumentalny, iście magiczny, jeszcze bardziej tajemniczy, biegnący między liniami skrzypiec i rogu osnutymi fortepianową rosą (bezapelacyjny kandydat na 10 lub nawet więcej)…

„Earthbound” to muzyka efemeryczna, blednąca w świetle dnia, skrywająca jednak dość magii dla tych co zabłądzą tam w ciszy nocy (przydałaby się instrukcja dawkowania), by zobaczyć jak wabiące światełka szmaragdowych latarenek rozpuszczają się w muzycznej akwareli rozmaitych pejzaży.

Ver.

%d blogerów lubi to: