Przeskocz nawigację


1. Ouverture
(La naissance)
2. Angel in the Garden
3. Zephyrus
4. Viola da gamba
5. Comme tout et comme rien

Musikkurzfilme:

6. Diabolus (La Valse Infernale)
7. Majesty (Gavotte)
8. Guitarra (Variationes)
9. A Dagger in Your Hand (Scherzo)

10. Zeraphim
11. Chocolate Cake
12. Jusqu’a la Fin (La mort)
13. Ecrit, Innomable (Epilogue)
(Bonus Track)

Ocena: 9/10

Drugi album Francuzów. I drugie zaskoczenie – pozytywne, dodajmy. Po pierwsze – Homeros nie stoi w miejscu. Dołączono nowych muzyków, tym razem obok skrzypiec, fortepianu, klawesynu i gitary słyszymy też flet oraz… perkusję… Co prawda tylko na Zephyrus, ale jednak. Zasadniczo zresztą nastąpiło pewne przeorientowanie zespołu. Stworzono pięć utworów eksponujących każdy instrument z osobna, reszta ma za zadanie opowiedzieć niejako historię czyjegoś życia.

Pierwszy utwór poświęcony jednemu instrumentowi, jaki spotykamy, to Zephyrus na flet i perkusję. Jest on dość dziwny, wyciszony. Nie ma jednolitej linii melodycznej, jest to raczej zbiór wariacji na króciutki temat, obrazujący wędrówkę wiatru. Interesujący zabieg, tym bardziej, że perkusja w pewnym momencie zaczyna przejmować rolę fletu i narzuca melodię utworu. Trudno to określić inaczej, Zephyrus po prostu trzeba wysłuchać.

Drugi utwór to Viola da gamba. Tytuł o tyle mylący, że instrumentem są tutaj skrzypce, a nie tytułowa wiola. Jest to jednocześnie chyba najgorszy utwór na płycie – rozlazły i mętny. Słuchany za drugim razem staje się może nie istną udręką, ale przynudzaniem.

Utworem na fortepian jest Comme tout et comme rien, a na gitarę Guitarra. Oba się uzupełniają – Guitarra to zbiór wariacji do pierwszej części Comme… Niezbyt mnie one zachwyciły – o ile Comme tout jest niezłe, o tyle Guitarra wydaje się być skomponowana na siłę, jako zapychacz.

Reszta muzyki z lepszym lub gorszym efektem kontynuuje model wypracowany na Umbra et Imago. Angel in the Garden jest przyjemną, chwytliwą piosenką, na której słychać wyraźną poprawę wokalistki i… o dziwo, słowa. Średnie to teksty, ale jest dobrze. Chocolate Cake to właściwie typowy foxtrot (ktoś jeszcze pamięta ten taniec?), może i niezbyt duża tutaj inwencja muzyków, podobnie jak w Ecrit, Innomable (które, mimo wszystko, jest wspaniałą balladą na skrzypce i fortepian), ale ocenę całego albumu o dwa oczka podbijają Musikkurzfilme. Te króciutkie utworki (za wyjątkiem Guitarry) zachwycają swoją maestrią dźwięku i szalonymi solówkami na gitarze. Trzy wyjątkowo energiczne utworki.

Oddzielny akapit trzeba przeznaczyć na komentarz do dwóch utworów otwierających i kończących album. Otóż są to rewelacyjne, moim zdaniem, pokazy zdolności technicznych muzyków – zwłaszcza Jusqu’a la Fin, które jest tym razem adaptacją na potrzeby tria (fortepianu, skrzypiec i gitary) Toccaty i Fugi d-moll, przeradzającą się w pewnym momencie w serię przetworzeń i nowych tematów, kończących monumentalną fugą cały album (nawiasem mówiac – jest to jeden z najdłuższych utworów – trwa 12 minut). Wszystko, oczywiście w tempie presto.

Zatem, jaka może być ocena? Tylko jedna – 9. Wybaczę nawet wymęczone Guitarrę i Viola da gamba, gdyż pozostałe utwory w zupełności rekompensują braki albumu. Chcę więcej :)

f!eld

%d blogerów lubi to: