Przeskocz nawigację


Prolog:
1. Psalm apokaliptyczny

Część I – Psalmy wiary:

2. Psalm apostolski
3. Psalm Adama i Ewy
4. Psalm Abrahama
5. Psalm Mojżeszowy
6. Intermezzo wolności

Cześć II – Psalmy Aniołów:

7. Litania z Krakowem
8. Psalm zapatrzenia
9. Psalm braci aniołów
10. Psalm z aniołem stróżem
11. Intermezzo pragnienia

Część III – Psalmy nadziei:

12. Psalm moich łez
13. Psalm z krzakami czarnych jeżyn
14. Psalm mojej nadziei
15. Psalm wbrew rozpaczy
16. Epitafium

Część IV – Psalmy pragnienia:


17.
Psalm z bukietem konwalii
18. Psalm z tańcowaniem

19.
Psalm kochania
20. Psalm dla Ciebie

Epilog:

21.
Psalm apokaliptyczny

Ocena: 1/10

Chryste Panie! Nie myślałem, że można równo skopać wszystko po kolei na jednym albumie – począwszy od okładki (mniej różu serwuje nam chyba nawet Doda Elektroda), przez muzykę, skończywszy na tekstach. Już nawet Tu es Petrus było pod tym względem lepsze…

Rubik, Słowik ten nasz jeden co do Michała Wiśniewskiego porównywan bywa, wreszcie wraz ze Zbigniewem Książkiem spłodził – Bogu dzięki – ostatnią część Tryptyku Świętokrzyskiego. I żeby nie załamać zasady trzech jedności, to Psałterz Wrześniowy dzielnie kontynuuje tradycję równi pochyłej w dół.

Primo to muzyka – cóż… Widzieć mało utalentowanego muzyka, jak powiedział Versatis, robiącego badziewne rzeczy – norma, ale widzieć gościa z potencjałem robiącego kaszanę, to po prostu litość bierze. Cały problem jednak leży tutaj w fakcie, że nie wiadomo do końca, na ile Rubik faktycznie ma jeszcze tego talentu. Komponuje wciąż zgrabne melodie, ale zgrabnie je również rozwala zaraz – pseudoliryczne załamania nastroju (Psalm Adama i Ewy jako typowy koszmarek), czy ewentualnie Psalm zapatrzenia, który może i by nawet uszedł… tylko że wtedy wchodzi chór ze skrzypeczkami i motywem znanym z… Przykazania miłości z poprzedniego oratorium. Ktoś chyba kiedyś już pisał, że klonowanie innych to grzech ciężki, ale klonowanie samego siebie – to grzech śmiertelny, przeciw miłosierdziu. Poza tym mamy typowo tandetne zagrania – czyli kiczowate wstawki, a kiedy na początku oratorium słyszymy skrzypce delikatnie przywodzące na myśl Schuberta, to zaraz się robi nieznośny patetyzm. Kompletny brak umiaru ze strony kompozytora… i nie tylko.

Secundo to śpiew. Radek, który już wiele razy udowadniał, że ma naprawdę wielki potencjał, tutaj się wyraźnie nie odnajduje – albo po prostu przymyka oczy na to, co ma robić. Drze się jak opętany, stara się nadrobić chyba brak warsztatu (to by było bardzo dziwne…) ekspresją. Reszta, oczywiście, chce się wpasować w narzucony w Psalmie apokaliptycznym poziom i w ten sposób ckliwym melodiom przychodzi w sukurs zmanierowanie muzyków. Kicz podwójny.

Kicz potrójny będzie, już rytualnie, z tekstami. Już ręce opadają, jak się czyta o tym, że „półtorej wiorsty od Kijowa, na krańcach złego i dobrego, w potędze człowieczego słowa jest Harmageddon!” (hmm… pojadę tam na wycieczkę, ale wygląda na to, że równin na H. mamy na świecie tyle, co wyobraźnia autora tekstów napłodzi). Równie razi, ale w innym kontekście, dość interesujący zabieg stawiania pogrzebu Witkacego obok rzezi, jaką urządził Hitler (Psalm z krzakami czarnych jeżyn). Zresztą, teksty są już kompletnie denne w tej części – liryk o tym, jak to anioł się zapatrzył w czerwień pani ust (Psalm – a jakże – zapatrzenia), czy tandetne przyśpiewki o pytaniach niewiast w stronę anioła po zmartwychwstaniu Chrystusa. I kiedy końcówka koncertu daje nadzieję na poprawę – muzyczną, bo tekstowo to nie bardzo (Psalm z tańcowaniem) – może nawet na powrót w stronę tego, co wytyczyła Golgota świętokrzyska, to… dostajemy łzawy duet w postaci Psalmu kochania i nieodżałowany Psalm dla ciebie (który ostatnio usłyszałem nawet jako dzwonek w komórce koleżanki – wkrótce nawet w lodówce będę miał jogurt marki „Krzaki czarnych jeżyn”, ew. Rubik będzie mi reklamował proszek do prania) (nieodżałowany…? przepraszam, raczej nieodwałkowany dosyć jeszcze). Co gorsza, zamiast optymistycznego zakończenia, atakuje nas znów Psalm apokaliptyczny. I w tym momencie już na pewno chce się śpiewać razem z chórem (pierwsze takie myśli zaczęły mi chodzić już przy zwrotkach Psalmu Adama i Ewy), tylko, że nie ów Psalm, ale frazę jeszcze z Golgoty świętokrzyskiej – „Jezu Chryste, a nasz Panie – miej nad nami zmiłowanie”.

Czym kończę tę recenzję. Miał być tryptyk z przesłaniem, wyszło mizerne, patetyczne dziełko, które większości słuchaczy da złudzenie obcowania z wyższą kulturą. Niestety pod tandetną maską znajduje się kolejny Wiśniewski. Ale nie Michał, raczej Janusz, który kiedyś napisał „ze wszystkich wiecznych rzeczy miłość trwa najkrócej”. Podobny poziom wynurzeń. Płakać się chce.

f!eld

%d blogerów lubi to: