Przeskocz nawigację


  1. Tańcząc w słońcu – Tytus Wojnowicz
  2. Niedorosła miłość – Georgina
  3. Szkoda naszych łez – Katarzyna Skrzynecka
  4. Dotyk – Edyta Górniak
  5. Rubikon – Orkiestra p/d kompozytora
  6. Ten, którego kocham – Katarzyna Skrzynecka / Robert Janowski
  7. Odmierzam czas – Wojciech Dmochowski
  8. Fiolkah – Fiolka
  9. Dla Ciebie – Mariusz Mielczarek
10. Niech mówią, że to nie jest miłość – Olga Szomańska / Przemysław Branny
11. Co ma przeminąć… – Michał Bajor
12. Canto D’Ucelli – Małgorzata Walewska
13. Pożegnanie (2/04/05, godz. 21:37) – Piotr Rubik (instr.)
14. Dove Vai – Małgorzata Walewska/Fiolka/Michał Bajor
15. Guardami Amore – Małgorzata Walewska/Marek Torzewski
16. Scherzo – Tytus Wojnowicz
17. Please Don’t Go – Piotr Rubik
18. Wiadomości TVP – Piotr Rubik (instr.)

19. Video: „Niech mówią, że to nie jest miłość”

Ocena: 3/10

Jak wykorzystać maksymalnie swoje pięć minut? Zrzynajac pieniądze od fanów ile się da. Tą drogą poszedł Nightwish, poszło i Ich Troje, a teraz poszedł Rubik. W ramach sprzedania, ile wlezie, wytwórnia (pominiemy ją milczeniem), postanowiła upakować do jednego worka wszystkie co bardziej znane kompozycje tak, by ci, którzy jeszcze nie mieli okazji zaznać pełni geniuszu kompozytora, mogli to zrobić. Efekt jest kuriozalny – Rubik z tej płyty jawi się jako przede wszystkim autor łzawych, pretensjonalnych utworów filmowych (Co ma przeminąć, Dove Vai), wyrobnik (temat Wiadomości), a także człowiek nie mający, tak naprawdę, wiele do zaprezentowania.

Owszem, melodie są ładne, ale strasznie monotonne. Poza tym nasuwa się podczas słuchania tej płyty jedno pytanie: co może nam pan Rubik zaoferować, skoro już zaraz po wydaniu Tu es Petrus pojawia się sztandarowy utwór na albumie, który ma być podsumowaniem jego twórczości? I, co więcej, dlaczego obok w miarę ambitnych utworów (niezła Fiolkah) mamy tylko twory – niektóre wręcz kuriozalne, jak 2/04/05 – niezbyt pasujące do całości, nadające posmak chaotyczności całemu albumowi? Obok smętnej opery mamy pop-operę, a zaraz potem – istną Biblię pauperum, by jako ostateczny gwóźdź do trumny wbić solowy występ Rubika – Please Don’t Go. Dla niektórych będzie to zachwycająca ballada, dla innych – smęty. Cóż, jak Tokio Hotel, Rubik nie pozostawia nikogo obojętnym.

Mam tylko pytanie: dlaczego artysta, który ma talent (bo tego mu nie można odmówić – bez niego trudno się wybić), przehandlowuje go na tantiemy z rzeczy oscylujących koło poziomu reklamy Domestosa? No cóż. Ja w każdym razie po jednokrotnym wejściu w Rubikon zaczynam wierzyć w to, że nie można wkroczyć do jednej rzeki dwa razy. W każdym razie – ja poproszę o zatamowanie tego strumyka.

f!eld

%d blogerów lubi to: