Przeskocz nawigację


  1. Traveller
  2. Love Protection
  3. I Can See the Sun
  4. Bricks of Me
  5. Starship
  6. At the End of All Question
  7. Unbeliever
  8. To Bring You Back
  9. Mongolian Love
10. Sandyman
11. Prognostic
12. Voices

Ocena: 8/10

No-nareszcie! Cudownym zrządzeniem najnowszy album Ryi znalazł się w zasięgu polskich sklepów i kolejny lot w kosmiczną przestrzeń dźwięków jej gwiezdnym statkiem stał się moim udziałem. Jeśli kogoś zaczarowała galaktyczna opowieść z debiutanckiego krążka „Personal Cosmos” i tym razem będzie zachwycony.

„Starship” jednak prezentuje muzykę nieco bardziej ascetyczną niż jego poprzednik, który emanował różnorodnością i pomysłami. Tych na pewno naszej wędrownej kosmicznej wiedźmie nie brakło na poziomie fantastycznych treści, ale muzycznie jest bardziej ubogo. „Traveller” i „Starship” to doskonałe przykłady brzmienia zdominowanego przez chłodne i szorstkie syntezatory (oraz niemniej skrzeczące wstawki wokalne przywodzące na myśl Bjork). To samo charakteryzuje np. kawałek „Unbeliever” czy „Mongolian Love”. W tym drugim jednak objawia się typowa Ryi fantazja: zostajemy zabrani przed majestat Czyngis-Chana, wcielonego w postać małej dziewczynki, co bawi się kukiełkami, wojuje sercem i jest co noc czule całowana na dobranoc przez swych ministrów ;) Tak samo, jak iście farmaceutyczna recepta na przechowywanie Ryi w kawałkach, by zachowała swe specyficzne właściwości („Bricks of Me”). Do faworytów jednak zaliczę zniewalające, dziarskie „I Can See the Sun”, chłodne proroctwo „Prognostic” które skupiona wyrocznia wypowiada w hipnotyzującej niemieckiej mowie i wręcz fenomenalne zakończenie „Voices” – zupełnie inne od całej reszty: ekspansywne, melodyjne, tajemnicze… pieśń autotematyczna, hymn do uzdrawiającego głosu jako istoty twórczego procesu jego posiadaczki. Coś pięknego.

Można mieć jednak wrażenie, że czegoś tu ubyło w stosunku do promiennego debiutu. Z drugiej jednak strony widać, że Rya nie lubi stać w miejscu, wędruje, eksperymentuje, przeżywa niezwykłe przygody i pozostaje sobą nie tylko jako bohaterka swych opowieści ale także jako muzyk. Nawet hermetyczne, chłodne przestrzenie bieli swego wehikułu potrafi przełożyć na owocną inspirację. Choć to muzyka z pogranicza electro-popu jakiego zdaje się być obecnie pełno, to jednak wyobraźnia skutecznie odróżnia Ryę od miłosno-tanecznej masy z planety MTv.

Ver.

%d blogerów lubi to: