Przeskocz nawigację


  1. Moongate
  2. Prayer
  3. Elan
  4. Dreamcatcher
  5. Sona
  6. In Our Tears
  7. Children of the River
  8. Evensong
  9. Lore of the Loon
10. Aria
11. Divertimento
12. Aquarell
13. Dawn of a New Century

Ocena: 10/10

Tym razem zamierzam pokadzić nieco jeden z moich ulubionych albumów, a na pewno najlepsze dzieło spod szyldu Secret Garden, za którym ukrywa się dwoje stałych muzyków: pianista i kompozytor Rolf Lovland i skrzypaczka Fionnuala Sherry, tym razem jednak zjawiają się w towarzystwie licznych utalentowanych przyjaciół.

Odmiana jaką w dyskografii Tajemniczego Ogrodu przyniósł „Dawn of New Century” była znaczna, jednak na albumie nie objawia się ona od razu. „Moongate” to standardowe instrumentalne intro, doskonale wprowadzające w dalszą część albumu. Magia zaczyna się wraz z pierwszymi dźwiękami „Prayer”: głosami irlandzkiego chóru Anúna (kto nie wie na czym polega różnica zwykły chór versus irlandzki chór powinien się zapoznać :) Dalej otaczać nas zaczyna wspaniała i baśniowa muzyka, jak to przystało na tajemnicze ogrody, która towarzyszy już do samego końca, przybierając rozmaite i bogate formy.

Pojawia się cichość i tajemniczość niemal szeptanych przez Karen Matheson strof w „Dreamcatcher”, żywiołowość i szalone rytmy irlandzkich tańców rozjaśnione wirtuozerską grą na smyczkach – zwłaszcza wspaniałe „Elan”, „Lore of the Loom”, czy namaszczony orientalnym posmakiem „Children of the River”. Są kolejne odsłony Anúny: te bardziej sakralne, requiem „In Our Tears” czy „Aria”. Nie mogę nie wspomnieć o barokowym, dworskim „Divertimento” – krótkiej skocznej formie wypełnionej frywolną grą klawesynu. Natomiast zachodnie niebo gaśnie nad fiordami w „Evensong”, jednym z najbardziej zapadających w pamięć utworów.

Na osobną uwagę zasługuje zakończenie, choć osobiście mam do niego jedno zastrzeżenie. Po całym albumie doskonałych melodii i aranżacji, po przynoszącym wyciszenie, instrumentalnym „Aquarell” następuje krótka recytacja narratora (oto ten feler, nie przepadam za takimi zabiegami) i rusza „Dawn of a New Century” – niezwykle podniosły hymn koronujący cały album. „Świt nowego wieku”, tytuł brzmiący jak banalne milenijne hasło, zostaje dzięki muzyce całkowicie uzasadniony.

Jest to płyta idealnego mariażu muzyki obu brzegów Morza Północnego, irlandzkiej baśniowości i skandynawskich tradycji kompozytorskich ojczyzny Griega. I mimo wielu utworów nie nuży i nie powtarza się w taki sam sposób dwa razy. Celtycko-klasyczny majstersztyk.

Ver.

%d blogerów lubi to: