Przeskocz nawigację


  1. Intro
  2. Svefn-g-englar
  3. Starálfur
  4. Flugufrelsarinn
  5. Ný batterí
  6. Hjartað hamast (bamm bamm bamm)
  7. Viðrar vel til loftárása
  8. Olsen olsen
  9. Ágætis Byrjun
10. Avalon

Ocena: 9.5/10

O tym, że Islandia to wylęgarnia kuriozów wie każdy, za sprawą jej świetnej ambasador Björk. Jednak owe dziwactwa okazują się zaskakująco piękne, może już tak jest z tymi krawędziami świata. „Ágaetis Byrjun” – nieznany mi tytuł okazał się niesłychanie trafiony: „Dobry początek” sprawił się lepiej niż dobrze, jako początek mojej znajomości z fenomenem grupy Sigur Rós.

Czterech panów, którzy tworzą grupę z niewypowiedzianą swobodą i łatwością kreują muzykę wręcz alchemiczną. To co uderza od samego początku to nietypowość, a zarazem cudowna harmonijność. Pierwsze cztery utwory (nie mam zamiaru tłumaczyć tytułów – proszę się rozkoszować islandzką mową :) to jasne wprowadzenie, ciepły, mięciutki kokon elektronicznych futerek i gitarowego pobrzękiwania wirującego wokół z senną lekkością. 10 minutowy „Svefn-G-Englar” to kołysankowy, snujący się powoli wstęp; i mam kolejny powód by dopisać wielkiego plusa unikalności: wokal – nie mam pojęcia do kogo porównać i jak go opisać, w każdym razem idealnie pasuje do całości muzyki. „Starálfur” i „Flugufrelsarinn” to dwa fenomenalne utwory, których nastroju nie sposób jednoznacznie opisać, raz wydaje się że kipią radością, raz że są przepełnione jakąś tęsknotą, jednych podniosą z dołka, innych doprowadzą do łez. „Ný Batterí” i następny utwór środka albumu to już obszary smutku, z dawką drapieżnych elektronicznych trzasków i szumów. A potem znów rusza słodko-gorzka koktajlowa, misterna tkanina. Długie, pełne orkiestrowego rozmachu i liryzmu „Viđrar Vel Til Loftárása”, radosne „Olsen Olsen” i kołysankowe „Ágaetis Byrjun”. Na koniec, dziwne i pożegnalne „Avalon” będące instrumentalnym eksperymentem brzmienia.

Atmosfera albumu jest niespotykana. W dźwiękowym krajobrazie tworzonym głównie brzękiem gitar i wokalem Jónsiego, natrafiamy na dzwonki, pozytywki, epickie i podniosłe smyczki, fortepiany, elektroniczne skrzeczenia i ambienty, harfy, trąbki zaprzęgnięte do budowania tego własnego muzycznego kosmosu. Jednocześnie należy pamiętać, że generalnie to ciągle jest okolica rocka, osobliwego w swym odcieniu, ale jednak. Każdy kto liczy się z muzyką wszelaką niech uważa „Ágaetis Byrjun” za jazdę obowiązkową.

Ver.

%d blogerów lubi to: