Przeskocz nawigację


  1. Eurydice / feat. Jody Quine
  2. Desire of Ages / feat. Harland
  3. You Did a Good Thing / feat. Nicola Hitchcock
  4. Just Say It / feat. Kyoko Baertsoen
  5. The Chauffeur / feat. Kirsty Hawkshaw
  6. Tenuous / feat. Jody Quine
  7. Sublunar (My Angel) / feat. Kirsty Thirsk
  8. Nightjar / feat. Caroline Lavelle
  9. Fire from Heaven / feat. Roberta Carter-Harrison
10. The Metro / feat. Jerri Eckert
11. Kiss to Savour / feat. Jody Quine
12. Afterthoughts / feat. Lauren Edman
13. Entre ciel et mer / feat. San.Drine

Ocena: 7.5/10

„The Dawnseeker” to debiut Justina Elswicka, młodego kompozytora muzyki elektronicznej. I pewnie nawet bym nie wiedział wiele o tym projekcie gdyby nie udział wspaniałej Caroline Lavelle i jej wiolonczeli w jednej z piosenek. Jednak, jedna jaskółka wiosny nie czyni… miałem (nie)przyjemność ostatnio zgłębić nieco dokonania początkujących elektro-kompozytorów, i powiadam: ze świeczką trzeba było szukać oryginalności. Czegoś nowego poza ładną melodyjką, komputerowymi fajerwerkami i anielskim głosikiem.

Sleepthief okazał się całkiem przyzwoitym, od dopieszczonej okładki po ostatni utwór trzyma poziom dobrego elektro-popu. Już nawet początek płyty „Eurydice” od razu staje się ulubionym utworem, i zauważam chwalebne podkreślenie partii różnych instrumentów. Raz jakieś wiolonczele, to czyste pianino, zdecydowane gitary. Jeśli nawet chciałbym być złośliwy przy utworze drugim i wyzywać od klonowania Delerium to następny „You Did A Good Thing” skutecznie łagodzi moje zapędy – naprawdę ciekawy utwór. I po kilku ponownych wątpliwościach od kawałka „Tenuous” rozpoczyna się seria zupełnie udanych utworów, poszczególne piosenki posiadają sporą dawkę uroku i swojej specyfiki (nie tylko za sprawą wokalu) – jedyne zastrzeżenie to być może organizacja albumu: zastęp 11 wokalistek, z których każda by chciała wykonać sleepthiefowy numer sprawia, że „The Dawnseeker” cechuje pewnego rodzaju składankowość, której brakuje wytchnienia (ale może taki własnie los tytułowego poszukiwacza świtu) – np. klilku utworów instrumentalnych.

Jednak jak na debiut jest bardzo dobrze. Gołym okiem widać staranność o każdy szczegół i nie okłamujmy się – jest tu kilka niezwykłych utworów i nie byle jakich głosów, oprócz wspomnianych na początku również: „Tenuous”, „Afterthoughts” francuskie zakończenie „Entre ciel et mer” jak i wspaniały, dramatyczny „Nightjar” z Caroline Lavelle. Choć Ameryki tu nie odkryto, to przynajmniej Ameryka nieco odkrywa siebie. Wydaje mi się, że można liczyć na kolejne solidne dokonania w przyszłości.

Ver.

%d blogerów lubi to: