Przeskocz nawigację


  1. Seven Secrets of the Sphinx
  2. Eternal Return
  3. Enter Vril-Ya
  4. Ship of Luna
  5. The Invicible
  6. Deggial
  7. Emerald Crown
  8. Flight of the Lord of the Flies
  9. Flesh of the Gods
10. Via Nocturna
pt I: The Path
pt II: Hexentanz
11. O fortuna

Ocena: 9/10

Wstępnie uprzedzam: miłośnicy doomu zabiją mnie za tę recenzję. Ale inaczej nie potrafię określić Deggiala, jak w poniższy sposób:

Jakby ktoś nie wiedział, że można zrobić coś nowego w doomie, to powinien przesłuchać Deggial. Symfoniczny doom? Ależ proszę – właśnie do tej stylistyki Therion się zbliżył najbardziej tworząc płytkę. Owszem, są utwory żywsze, ale cień na całość rzuca Wielka Trójca: Seven Secrets, Deggial i Via Nocturna. Owszem, prawie żadne z nich nie ma w sobie typowej doomowej powolności (choć cały album wlecze się jak walec), ale za to miażdży człowieka swoim smutkiem, patosem i rozmachem. No i piwnicą.

W każdym razie: album jest wyjątkowo spójny, bardzo przemyślany. Nie ma na nim właściwie żadnego utworu, który by nie pasował, może tylko Flesh of the Gods ze swoim heavy-metalowym głosem Hansiego się wybija, ale jest to po prostu powiew świeżości w tej całej moralnej stęchliźnie, jaka nas otoczy po włączeniu płytki.

Therion nagrał bowiem album wyjątkowo ciężki, w którym symfoniczne elementy najwięcej czerpią z Wagnera, zaś metalowym bliżej jest do My Dying Bride, Katatonii, czy Opeth pod względem klimatu i ciężaru, niż Hammerfall, czy Blind Guardian ;) Trudno mi w gruncie rzeczy pisać o tej płycie. Po prostu rzecz obowiązkowa – mamy potężne partie chóru, wściekle ostre riffy, rewelacyjną perkusję, przytłaczającą symfonikę i ten smutek upadłego anioła – Deggiala… Minus tylko za myśli samobójcze, których mniej wrażliwi mogą dostać ;)

f!eld

%d blogerów lubi to: