Przeskocz nawigację


  1. Ginnungagap
  2. Midgard
  3. Asgard
  4. Jotunheim
  5. Schwarzalfbenheim
  6. Jotunheim
  7. Muspelheim
  8. Nifelheim
  9. Vanaheim
10. Helheim
11. Secret of the Runes
Bonus (na digipacku):
12. Crying Days
13. Summernight City

Ocena: 8.5/10

Juz po tytule i okładce widać, że Christoferowi Johnssonowi zamarzył się koncept oparty na mitologii nordyckiej. Teksty opowiadają o 9 mitycznych światach z mitologii nordyckiej, do tego dodano prolog i epilog, które spinają wszystko w miarę spójną całosc. Poza tym- 2 covery, ale o tym później.

Zacznijmy od tego, ze przed „Secret…” w muzyce Theriona jeszcze nigdy nie zastosowano tylu elementów klasycznych- o ile na wcześniejszych albumach zawsze trafił sie „rodzynek” w postaci utworu z typowym dla metalu wokalem („The Wild Hunt” na Vovin oraz „Flesh Of The Gods” na Deggial”), to tutaj takiego nie uświadczymy- wszystkie wokale, zarówno chóralne jak i solowe są utrzymane w konwencji „klasycznej”. W „Ginnungagap” i „Nifelheim” chóry zostały zaaranżowane wręcz po mistrzowsku – w tym samym czasie każdą część choru (alty, sporany i męskie glosy) śpiewa co innego, a tworzący się wtedy pozorny chaos po prostu wgniata w ziemie. Niezbyt liczne solowe partie wokalne również nie daję powodu do narzekania.
W warstwie instrumentalnej przewagę uzyskały elementy orkiestralne, jednak nie oznacza to, ze Bestia odeszła od metalu – wręcz przeciwnie, gitary dalej stanowią integralna część muzyki. Niekiedy stanowią tylko tło, ale pojawiają sie tez solówki, a w niektórych przypadkach gitary biorą zdecydowana gore (riff z Vanaheim i solówka z Asgard długo chodziły mi po głowie, choć przy tym pierwszym miałem uczucie deja vu).

Album jest spójny, a klimat utworów doskonale współgra z tekstem – podniosłe „Ginnungagap” opowiada o narodzinach świata, genialny „Schwarzlebenheim” o świecie podziemnym (dla mnie jest to jedna z kwintesencji symfonicznego metalu), „Nifelheim” przeszywa chłodem, a z „Asgard” i „Muspelheim” bije niesamowita energia. Można by wymieniać jeszcze długo. Są jednak zgrzyty w postaci nijakiego „Jotunheim” i niepotrzebnie rozwlekłego utworu tytułowego.

Na koniec zaserwowana nam 2 covery- o ile ten Scorpionsow z wystepem Piotra Wawrzeniuka na wokalu dzięki smyczkom i obojowi brzmi nieźle, to „Summernight City” Abby można potraktować tylko jako żart (zresztą nie do końca udany)- utwór nadmiernie nudzi, jest zdecydowanie za mało urozmaicony (juz nie będę się czepiał tego, ze jest to cover zespołu popowego, bo w tym akurat nic złego nie widzę, tym bardziej ze ekipa Theriona podeszła do tego nawet sensownie).

Przychodzi czas na ocenę – chciałbym wystawić 9, ale zgrzyt w postaci „Jounheim” skutecznie mnie od tego odstrasza. Ósemka to znowu trochę za mało. Pozostaje tylko wystawić ocenę pośrednią.

Poquelin

%d blogerów lubi to: