Przeskocz nawigację


  1. Die Sehnsucht in Mir
  2. Mandira Nabula
  3. A.u.S
  4. Feuer
  5. A Prayer for Your Heart
  6. I Lost My Star in Krasnodar
  7. Die Taube
  8. Call Me with the Voice of Love
  9. Der tote Winkel
10. Koma

Ocena: 5/10

Jeśli chodzi o Lichtgestalt, jubileuszowa aura sprawiła, że Tilowi udało się zamydlić co niektórym uszy. Rozczarowanie przyszło jak brudny poranek po imprezie. Bardziej rockowa w swej proweniencji epka Lichtgestalten zdawała się wróżyć nie najgorzej, aż wymsknęło się nam „gdyby tak poszli w stronę Skintight” – no i wykrakaliśmy…

„Sehnsucht” okazał się bardziej schizofreniczny niż się z początku wydawało. „Die Sehnsucht in Mir” może się kojarzyć z „Inferno”, akcent jest położony na klimat bardziej niż formę, kontrasty idą na plus, orkiestra nie dominuje. Zapowiadało się tak pięknie. Wszystko to jednak, na albumie w wydaniu pełnometrażowym zamiast urosnąć i rozwinąć się, okazało się być kolejnym stadium demencji twórczej – kompozycje tracą melodyjny polot (nie sposób wbić sobie je do głowy, przepływają przez uszy), warstwa emocjonalna traci na intensywności, rozdrabnia się na niejasne inspiracje, Tilo nie wciela się już w wokalne persony… Może jedynie teatr i szyld konwencji mają się dobrze. Jednak widać, że i autora konwencja już męczy, czego najlepszym dowodem jest fakt wydania alternatywnej wersji albumu. Krecha, zdawałoby się, ale…

Wbrew pierwszemu wrażeniu, nie jest tak źle. Może jedynie dziwić, że na jednym albumie zmieszczono jednocześnie takie ziewy jak „Koma” (szkoda słów) i takie cuda jak przewrotne „Feuer” (bijący na głowę dowolny fragment z Lichtgestalt). W tym drugim zjawił się dodatkowo, przyprawiający o dreszcze zastęp śpiewających nieletnich (w zawierusze płomieni smyków i krzyków można uwierzyć w zjawy ze spalonych sierocińców); znalazło się również miejsce na akordeon w „Mandira Nabula”, podkręcono nieco syntezatorowe szmery („A Prayer for Your Heart”), ale postawiono je obok takiego impotenta jak np. „Call Me With the Voice of Love”, któremu obcięto solówkę na oboju (ciężko nawet wmówić sobie prześmiewczy charakter tego kawałka), czy „Die Taube” – może uzasadnionego i poprawnego, ale nie budzącego już tak autentycznych emocji jak dawne przedstawienia Lacrimosy.

Do kompletu, należy wspomnieć o względnych pozytywach, do których (o dziwo) można zaliczyć „I Lost My Star in Krasnodar”. Wolff może brzmi komicznie ze skandowaną angielszczyzną w gębie, ale ogólnie utwór ma w sobie nową jakość, jak na album inspirowany, o zgrozo, doświadczeniami z trasy. „A.u.S” znów tchnie smugą mrocznej melancholii rodem z „Inferno” w naprawdę niezłym stylu. Zaś „Der tote Winkel” to typowa ‚elodyczna’ Lacrimosa, z zadatkami na porządny hymn końcowy (z czego niestety nie skorzystano).

Słychać odrobinę ognia koncertowego rozmachu, rozsądne wybory w warstwie aranżacyjnej (jeśli przemilczeć orkiestrę – po poprzednich albumach został z niej tylko smyczkowy bulion), mroczne tęsknoty to jedyne co nadało temu wszystkiemu jako taki charakter. Właśnie, epitet „jako taki” doskonale podsumowuje „Sehnsucht”.

Ver.

PS: Gdyby jednak skorzystać z dobrodziejstw wersji alternatywnej… – tu, oddaję głos f!eldowi. :>

%d blogerów lubi to: