Przeskocz nawigację


  1. Velvet Belly
  2. The Jeweller
  3. Ivy and Neet
  4. Meniscus
  5. Tears
  6. Tarantula
  7. My Father
  8. Come Here My Love
  9. At First, and Then
10. Strength of Strings
11. Morning Glory
12. Inch-Blue
13. I Want to Live
14. Mama K1
15. Filigree and Shadow
16. Fire Brothers
17. Chais I
18. I Must Have Been Blind
19. A Heart of Glass
20. Alone
21. Mama K2
22. The Horizon Bleeds and Sucks Its Thumb
23. Drugs
24. Red Rain
25. Chais II

Ocena: 10/10

Jakkolwiek z Brendanem Perry kojarzyć się może tylko It’ll End in Tears, to jednak wydawać się może, że projekt ten osiągnął równie wysoki poziom (jeśli nie wyższy) na Filigree and Shadow. I powiedzmy to sobie szczerze – jak dla mnie ten album jest chyba najdoskonalszym dziełem This Mortal Coil.

W czym ta doskonałość? Ano, w harmonijnym połączeniu muzyki etnicznej, ambientu, gospel, awangardowego popu, trip-hopu (choć wtedy taki w gruncie rzeczy nie istniał) i wreszcie elektroniki. Ten opis jednak jest wyjątkowo niedoskonały i nie oddaje tak naprawdę ducha Filigree and Shadow. To tak, jakby powiedzieć o Koncertach Brandenburskich Bacha „muzyka na skrzypce, klawesyn i jeszcze parę innych instrumentów”. Niby prawdę się odda, ale ducha gdzieś zatraci.

Bo oto duch pokazuje swą siłę w tym, co można by uznać za słabość. W odstępstwach od reguły.

Filigree and Shadow to przede wszystkim impresjonistyczne obrazy, kreślone zdecydowaną, acz wciąż delikatną ręką muzyków. Zwłaszcza takie detale, jak Tears, czy Chais I i Chais II. Z drugiej strony jednak siłę stanowią covery – choćby przepiękny The Jeweller. I właśnie to one nasuwają skojarzenia przede wszystkim z Dead Can Dance. Muzyka jest tutaj powolna, wręcz ślamazarna. Nikt się nie spieszy, ma czas i wymaga również od nas wyłączenia się na ponad godzinę. Bez kontemplacji nie da się odkryć sensu całego This Mortal Coil. Płyta jest niczym jedna wielka medytacja – tyle, że tam, gdzie Dead Can Dance roniło łzę, This Mortal Coil szlocha, przeżywa dwukrotnie. I dzięki temu stać je również na radość.

A jak Dead Can Dance nie lubiłem, tak This Mortal Coil pokochałem. Lektura obowiązkowa, chyba, że „znawcy muzyki” nie chcą być jej znawcami. Projekt, o którym mało słyszano, odcisnął swoje wielkie piętno.

f!eld

%d blogerów lubi to: