Przeskocz nawigację


  1. El Diablo en el Ojo
  2. A Night In
  3. My Sister
  4. Tiny Tears
  5. Snowy in F# Minor
  6. Seaweed
  7. Vertrauen II
  8. Talk to Me
  9. No More Affairs
10. Singing
11. Travelling Light
12. Cherry Blossoms
13. She’s Gone
14. Mistakes
15. Vertrauen III
16. Sleepy Song

Ocena: 9/10

Tindersticks bywa określane jako altpop, indie, chamber pop (a cóż to), czy też lounge. Nieważne, jak ktoś to nazwie, faktycznie w tym zespole jest dużo elementów ściągniętych z leniwego jazzu, trochę chyba jeszcze elementów zadziorności britpopu, przede wszystkim jednak ugrzeczniony, wygładzony duch Nicka Cave’a. Przede wszystkim jednak jest to twór, który trudno zdefiniować właśnie z powodu tego miksu styli. Muzyka jest spokojna, wyciszona, pełna delikatnych smaczków, jak na przykład smyczki w A Night In, które same w sobie stanowiąc już majstersztyk, potrafią odciągnąć od hipnotycznego barytonu.

Niewątpliwie więc Tindersticks jest zespołem dobrym, bo ma porządnego wokalistę i instrumentalistów. Teraz, dlaczego można powiedzieć, że jest to zespół bardzo dobry, a nawet i wybitny.

Powód jest prosty: nie ma tutaj hitu. Paradoksalnie cała płyta przez to zyskuje, bo jest wyrównana, pełna pasji i tej delikatniej melancholii, która zachęca do puszczenia jej w jesienny, czy zimowy wieczór (czy to coś, co ostatnio mamy za oknami, a co próbuje być przepchnięte od biedy jako zima). Płyta ta nie wprawi w depresję, raczej w ten cudowny odcień melancholii, który pozwoli odpłynąć w świat marzeń sennych.

Dodatkowym atutem Tindersticks jest fakt, że panowie już bite 15 lat temu (coś koło chyba 1992 roku, jeśli się nie rąbnąłem, wydali pierwszy album) robili to, na co wpadła ostatnio m.in. Norah Jones, czyli wykorzystywali jazz do stworzenia czegoś nowego, co się wyłamuje poza ramy. Jazzu ja tam nie lubię, ale to, co tutaj mamy, staje się siłą płyty. Sekcja dęta, smyczki, nienachalna perkusja są tak zaaranżowane, że świetnie się tego słucha. Ponadto, panowie potrafią też pokazać pazur (vide Vertrauen II) i wykorzystać fakt, że czasem i jeden wokalista to za mało (świetny duet w Travelling Light). Czasem robi się tanecznie (Mistakes), a czasem i można próbować ograniczyć wszystko poza barytonem do minimum (Mistakes). Sprawiedliwe 9, bo płyta, choć dość wygładzona, nie nudzi, a wręcz przeciwnie. Za każdym przesłuchaniem ukazuje coś nowego.

f!eld

%d blogerów lubi to: