Przeskocz nawigację


  1. C’y commence le jeu
  2. Spider Song
  3. I Cover You With Blood
  4. Witche’s Rune
  5. Allu Mari
  6. Beauty Queen
  7. Batsheba Writing
  8. Flayed By Frost
  9. Persephone, Queen of the Underworld
10. I am Blind
11. Empty Into White
12. Heralds of War
13. 1914
14. De Storte Smerte
15. Go Tell Aunt Rhodie
16. Ah, Sunflower!
17. Exeunt Omnia
18. Don’t Fear (The Reaper) (Blue Öyster Cult cover)

Ocena: 8.5/10

Jak pustkę przemienić w biel? Alchemia folkowych kombinacji niektórych autorów potrafi zadziwić. Unto Ashes po średnim Saturn Return zaprezentował nam album, który może nie jest kamieniem milowym w rozwoju czegoś, co sami muzycy określają jak apocalyptic folk, ale zdecydowanie potrafi dostarczyć wielu pozytywnych wrażeń. No dobra, dlaczego pozytywne?

Odpowiedzi dostarcza rozmach stylistyczny albumu. Tutaj nie ma mowy o żadnej pomyłce, załamaniu klimatu i choć przede wszystkim dominują na płycie wtręty wschodnie (instrumentarium do spółki z pomysłami takimi jak w Batsheba Writing…), to można jednak usłyszeć i bardziej „północne” elementy – Go Tell Aunt Rhodie, które z powrotem wrzuca słuchacza w średniowiecze północnej Europy, czy wkręcające się w mózg ze swoim sennym klimatem Allu Mari. Zdecydowanie jednak tak, jak na okładce, dominują arabeski, a zatem motywy wschodnie. Przeplatają się tutaj magia arabska i magia wiedźm. Mamy i I Cover You With Blood i Batsheba Writing – symbiozę mroku dzikiego, nieokiełznanego z tym pełnym finezji i baśni z tysiąca i jednej nocy… Trudność w recenzowaniu (dobrych) albumów Unto Ashes, czy zespołów ich pokroju polega zresztą na tej symbiozie utworów – trudno coś rozebrać, bo płyta tworzy kompozycyjną całość i jedność. Mamy tutaj gros pomysłów wykorzystanych w taki sposób, by widać było naraz i różnorodność w albumie i jego spójność w różnorodności. I chociaż Exeunt Omnia dla wprawnego ucha będą dzieliły kilometry od, powiedzmy, tytułowego Empty Into White, to jednak znajdzie się dla nich wspólny mianownik wypracowany przez muzyków z zachodu. Podobnie jak w wypadku Qntal I i II, gdzie barierę stanowił homogenizm elektroniczny, tu barierę stanowi atmosfera. Oddychanie Pyłami jest trudne i wymaga wprawy, choć wciąż jest chyba trochę łatwiej niż z motorycznym dziełem Horna.

Zdecydowanie jednak wyróżnia się – i to in plus – przepiękne Don’t Fear (The Reaper). Cóż, cover rockowej piosenki spowodował, że tempo się zwolniło, zaczęło to wszystko brzmieć jak przepiękna kołysanka. W tym momencie głos śpiewający „Don’t Fear the Reaper, you’ll be able to fly” nie brzmi jak durny refren, tylko jak wzruszające, przepiękne, gotyckie (kurczę, nie cierpię tego przymiotnika), tęskne nawoływanie. I za finał ocena zostaje wywindowana do ósemki z plusem. Album pełen różnych ciekawostek (jak wokalizy w Spider Song) dodatkowo został zwieńczony smakowitą wisienką. Pustkę śmierci zmieniono w jaśniejący diament. Mniam.

f!eld

%d blogerów lubi to: