Przeskocz nawigację


  1. Introduction
  2. Movement I
  3. Movement II
  4. Movement III
  5. Movement IV
  6. Movement V
  7. Movement VI
  8. Movement VII
  9. Movement VIII
10. Movement IX
11. Movement X

Ocena: 10/10

Niełatwo pisać o takich płytach, z drugiej strony może o tyle łatwo, że stanowią swoiste akceleratory zachwytu, a raczej muzyczne portale w inny wymiar. Albumy, po które to nie słuchacz sięga na półkę, ale które same zapraszają w odyseję, w których się przebywa. „Mythodea” do takich właśnie należy.

Antagonistów patosu w muzyce nie przekonam, nie cierpią Vangelisa właśnie za ten nieodłączny element jego twórczości. Nie należy jednak zapominać, że o ile Vangelis potrafi zafundować podniosłość jakich mało, z jednaką mocą potrafi ująć subtelnością. Mythodea to krok w przeszłość i w przyszłość, w mitologię. Noc na Olimpie, wglądanie w teleskopy NASA, balety muz i muzyka harmonii sfer słyszana jedynie przez słońce (teraz staje się to i naszym udziałem). Album to zapis niebywałego widowiska z Aten (odsyłam do DVD), kunsztownego klasycznego oratorium z typową dla Vangelisa elektroniczną bazą, niesłychanie zgraną z orkiestrowym brzmieniem. Obfitość wrażeń równa się kształtom galaktyk, od pieśni niepokojących, jak „Movement III”, marszy olimpijskich bogów „Movement I, II”, dźwięków z otchłani wszechświata („Introduction”) aż po regularną harmonijną architekturę takich wspaniałych utworów jak część 6 i 10. Jednak najbardziej warta uwagi jest część IV – 15-minutowa suita nieporównywalna do niczego. I nawet nie drażni mnie brak tytułów, to jest „Mythdoea” i nie trzeba temu innych nazw. Vangelis zawsze starał się nie zawężać interpretacji przedmiotu.

Podobno dzieła nie mogą przerosnąć twórców, choć „Mythodea” zdaje się przeczyć jak gdyby była jedynie wykonaniem starożytnego dzieła sprzed milleniów. Cóż, w tym przypadku jednak o wielkości autora nie ma co powątpiewać. Dodam tylko, że obecna forma realizowana przez dwa wspaniałe soprany Kathleen Battle i Jessye Norman, ogromny chór i orkiestrę była latami rozpisywana przez dyrygenta Neelly’ego po tym jak Vangelis w 1993 – usiadł do syntezatorów i od początku do końca w ponad godzinę skomponował całe dzieło. Klękajcie narody…

Ver.

%d blogerów lubi to: