Przeskocz nawigację


1. Let the Killing Begin
2. Dechristianize
3. Infidel
4. Devoured Elysium
5. Savior to None Failure for All
6. Unleash Hell
7. Rush of Deliverance
8. At War With God
9. Entwined By Vengeance

Ocena: 8/10

Cud, miód i orzeszki. Tak można streścić zawartość wydanego w 2003 przez panów z USA krążka. A to za sprawą kilku czynników.
Pierwszy z nich to niewątpliwie gwiazdorski skład. Cóż, świetny gitarzysta, basista i perkusista – Dave Suzuki (ten facet naprawdę ma talent i ciężko go nie docenić), oraz jeden z moich ulubionych growlerów na wokalu – Pan Glen Benton, znany z twórczości w kultowym już Deicide. Kolejnymi atutami albumu są: jego przebojowość, pomysły, brutalność oraz oprawa graficzna. Wszystko to sprawia, że „Dechristianize” jest jednym z tych albumów death metalowych, które niewątpliwie przynależą do górnej półki i po które sięgać będziemy często.

Po włożeniu CD do odtwarzacza przywita nas intro „Let the Killing Begin”. I to nie byle jakie. Jedno z najlepszych, jakie dane mi było słyszeć. Przedstawia ono scenę skazania Chrystusa. W tle brzmi potężna burza połączona z dźwiękami muzyki klasycznej (z tego co pamiętam ten kawałek w tle to ulubiony utwór Hitlera). Naprawdę robi kolosalne wrażenie, brzmi mrocznie i tworzy klimat, który udzielał nam się będzie już przez cały album.

Potem uderza znienacka utwór tytułowy. Przez pierwsze dwie minuty brzmi dobrze. Benton ryczy niczym ranny niedźwiedź, gitary też się nie oszczędzają, nie wspominając o perkusji, która dosłownie wgniata w fotel. Potem chwilowe wyciszenie i wchodzi genialna melodia gitarowa, która zapewne już na zawsze zostawi na waszym mózgu piętno i nie pozwoli się zapomnieć. I w sumie gitara prowadzi już cały, niemal dziesięciominutowy utwór do końca, nie przyćmiewając jednak w żadnym stopniu reszty składu.
Utwór jest tak świetny, że dosłownie rzucił mnie na kolana i nie pozwalał wstać, aż do końca trwania albumu. Potem jest już dobrze, miejscami bardzo dobrze. Fajne, mięsiste riffy, brutalny wokal i szalona perkusja. Niestety w pewnym momencie zaczyna powoli wkradać się nuda. Końcówka albumu dopiero daje znowu znać o geniuszu muzyków. „Rush of Deliverance” i “Entwined by Vengeance”…nie wyobrażam sobie lepszego zakończenia tej niemalże godzinnej płyty.

Podsumowując „Dechristianize” to płyta świetna, pokazująca, że w death metalu da się jeszcze czymś zaskoczyć i stworzyć konkretny album na bardzo wysokim poziomie. Wspaniała pozycja dla fanów mocnej muzyki, a przede wszystkim dla fanów Deicide i Glena Bentona.

]v[ichał

%d blogerów lubi to: