Przeskocz nawigację

  1. Alicia
  2. Fleur de saison
  3. Le vieil amant
  4. Sweet Blossom
  5. Opium
  6. Dame de Lotus
  7. Swimming
  8. In the Lake
  9. Rose hybride de thé
10. Never Fall in Love
11. Annie
12. My Old Friend
13. En cendres

Ocena: 9/10

Dopiero trzeba mi było się zapuścić we francuską Amazońską dżunglę zeszłej wiosny, by odkryć, że i Francja trzyma jakieś asy w swych falbaniastych rękawach – a jeśli nie asy to Damę Pik w osobie Emilie Simon. Nie wiem kto wymyślił slogan „francuska Björk”, który tyluż odstraszy co zachęci, ale należy oddać mu odrobinę prawdy, dopisać należy jednak złotymi literami „oraz francuska elegancja”.

Emilie to fenomenalny talent tak kompozytorski jak i producencki, której podobieństwa do wyżej wymienionej Islandki zaczynają i kończą się na odważnym wykorzystywaniu brzmieniowych królestw codziennego mikrokosmosu i elektroniki. Dlatego muzyczny zielnik „Vegetal” trzeszczy od kruszonych liści, osypującego się kwiecia i papieru do origami. Nie brak sfatygowanych pozytywek, echa donic i flory tonącej w jeziorze. Te dźwiękowe efemery Mademoiselle Simon oprawiła w odważne kokardy gitar, fortepianu i smyczków, co sprawia, że natychmiast słuchacz zdaje sobie sprawę, że obcuje z czymś co nie dość, że odbiega od czegokolwiek co słyszał wcześniej, to jeszcze ma w sobie mnóstwo polotu i przebojowości. Zaś historie jakie wyłaniają się z piosenek to osobne zjawisko.

Wstęgi melancholijnych skrzypiec rozwijają się z bukietu „Alicii”, następnie zostają krótko przycięte gitarami i posłane wraz z echem przelotnego romansu gdzieś w upał południowego wybrzeża we „Fleur de Saison”. Kolejne trzy pieśni znów wracają w podmokły zbawiennym deszczem cień („Opium”, jak też „Annie” to dwie najsubtelniejsze, wręcz intymnie zamglone piosenki na płycie). Orientalny kult kwiecia nie mógł ujść uwadze Emilie, tak więc pojawia się tu również elektronowa gejsza „Dame de Lotus” i okrutna madame „Rose hybride de thé”. Do ulubionych punktów zaliczę podróż wpław przez żartobliwy zmierzch „In the Lake” oraz machinę przyjaźni toczącą się nieuchronnie ku rozpadowi w „My Old Friend”, która nieco gęściej niż inne pieśni dominuje dziewczęcy głos akustyczną maszynerią.

Cudom wegetacji nie ma końca. Obrazy i nastroje zapuszczają swoje pnącza w wyobraźnię. Emilie Simon udało się nie tylko połączyć przeróżne muzyczne środki, ale również przesiać nobliwy, dekadencki klimat próżności przez listowie żywych barw i emocji. Z „Vegetal” każdy wieczór zaczyna pachnieć konwalią, herbatą i deszczem.

Ver.

%d blogerów lubi to: