Przeskocz nawigację

helium_aŚwiatło wiosny, czyli przewodnik dla nowicjusza w świecie Helium Vola chcącego poznać najnowszy album.

Lojalnie uprzedzam, że jest to wyciąg z korespondencji z moim bliskim znajomym, jednak Versatis nalegał, by go zamieścić, co też czynię. Mam nadzieję, że ten przydługi elaborat zachęci do wysłuchania najnowszego albumu Niemców tych, których moje peany jeszcze nie przekonały, natomiast znającym już Fur euch, die Ihr liebt pokaże (może?) inne oblicze płyty.

f.

INCIPIT

Istnieje kilka sposobów ekspresji tej samej wrażliwości, choć każdy z nich jest właśnie odbiciem różnych jej odcieni. Czy w takim razie mimo, że są zbliżone do siebie? Pewnie tak. Jednak najlepiej obrazuje ją muzyka. Możemy spróbować ją szufladkować, ale potem potrzebne będą podgatunki, podgatunki podgatunków etc. Albo lepiej: et sic usque ad nauseam*.

A teraz wyobraź sobie, że stoisz przed lustrem i widzisz swoje oblicze. Następnie popatrz na tytuł płyty. Fur euch, die Ihr liebt.

helium_volaTak jak w lustrze znajduje się odbicie, tak obie części stanowią wzajemne dopełnienie. Część pierwsza to amor fati, ἡ ἀγάπη lub Ἔρως. Nazywaj jak chcesz, tu chodzi o tę miłość kanoniczną. Część druga to oblicze amor pecuniae – przywiązania do dóbr doczesnych, a zwłaszcza pieniądza. Stąd i różna będzie siła wyrazu – pierwsza płyta jest łagodna, spokojna, wręcz sielska. Druga – cięższa, choć nie znaczy to, że mniej strawna. O wiele lepszym określeniem byłoby: „inna”.

Tak, czy inaczej – to nie jest czysta muzyka. Bardziej muzyczna akwarela, w sam raz na wiosnę, kiedy to była wydana. Brązowe połacie pól, przykryte jeszcze gdzieniegdzie zwałami topniejącego śniegu, spod którego przebijają się nagie gałęzie czarnych drzew, niektórych być może już z pąkami liści. Nad nimi – ptaki powracające na bladym, rozświetlonym niebie.

I nagle rozlega się inkantacja, czy też może swoista dedykacja od autorów i muzyków: A voi, che amate. Następnie rozpoczyna się pierwszy hymn – Saber d’Amor. Im dłużej on trwa, tym trudniejsze, bardziej ekstatyczne frazy, śpiewane swobodnie przez Sabine Lutzenberg. I kadencja z radosnym Oh Pescador.

A teraz przenieśmy się na północny zachód, na Wyspy Brytyjskie. Najlepiej jeszcze jakieś osiemset, do tysiąca lat wstecz. Blow Northerne Wynd to czysto celtycka, arturiańska poezja, z… klawesynem i gitarą oraz novum – męskim głosem. Fur euch… to celebracja wiosny w każdym calu, przede wszystkim jednak na średniowieczną modłę. Stąd i wykorzystywane nagminnie szerokie instrumentarium i styl dramatu muzycznego z wymienianymi partiami wokalnymi oraz sakralną atmosferą, sugerowaną najpierw delikatnie przez Mes longs cheveux, a w pełni po raz pierwszy zaprezentowaną przez l’Albę. I na trzy minuty przed końcem utworu rozpoczyna się rozdzierający lament, który gaśnie… Smutny nastrój podtrzymuje dalej In so hoher swebender Wunne.

I nagle szok – Friendly Fire. Ostre, atakujące bity i wręcz krzyk wokalistki. Czy jest tu coś interesującego? Tak! Solo w drugiej połowie utworu, które później wróci jako kolejny już dowód dowcipu i ironii głównego umysłu projektu – Ernsta Horna.

Pauza w postaci Hor che’l ciel, i muzycy sami nam mówią, co mamy robić – słuchać. troubadourEscoutatz to francuska odpowiedź na Blow Northerne Wynd. Atmosfera, choć w tawerniany sposób rozbijana przez okrzyki chóru (audytorium?) – escoutatz! posłuchajcie! – wciąż ma posmak dworski, jako że również bard sam zachęca do wysłuchania swojej pieśni.

Tutaj warto by było wspomnieć, że teatr średniowieczny na wszelkich uroczystościach dworskich mógł przybierać – i przybierał bardzo często – formę odgrywania na zebranych pospiesznie akcesoriach – statkiem mogła być zwykła skrzynia. Wtedy za wszystko odpowiadały pieśń truwera i wobraźnia widzów oraz aktorów.

I tak się kończy wiosenno-miłosna część. Lang ist das Leben, aber kurz die Maienzeit**. Ecce gratum, choć kończy album, jednocześnie otwiera nowy rozdział, choć może i próbuje zamknąć ten stary? Ecce gratum et optatum ver reducit gaudia – oto wdzięczna i oczekiwana wiosna przynosi radość. Choć muzyka, bogata niczym bukiet, radość dawkuje oszczędnie. Przede wszystkim w głosach, nie w muzyce.

Część druga podróży rozpoczyna się zgoła niewinnie, bo modlitwą. A jednak już Preghiera pokazuje prawdziwe oblicze kompozytora – osoby, która przed odbiorcą stawia kolejne łamigłówki. Niczym jajko Faberge’a – ciesząc oczy wyglądem zewnętrznym, prawdziwą przyjemnść chowa w środku. I tak Preghiera kontynuuje frazę z A voi, che amate.

Podobnie, jeśli poszukać, Nummus – hymn o pieniądzach, a zarazem paszkwil treściowo („pieniądz ustanawia zgodę, o jakiej nawet aniołowie nie śnili”) – rozpoczyna się bitem rodem z innego projektu Ernsta Horna, Deine Lakaien, a dokładniej z „Generators”.

Mayab i Mord to z jednej strony obraz oazy za dnia (dźwięki drżące niczym fatamorgana gdzieś na horyzoncie) i nocą (ponura wiolonczela, żałobny bas i gdzieniegdzie ciche „Mayab”).

Canta Me to właściwie wstęp do łacińsko-włoskiego Manifesto – pełnego żywiołowości, krzyków i iście dyskotekowych rytmów. I tylko tyle komentarza – in una parola***.

wordpress-musee-medievaleQuan lo pet niech Cię nie zwiedzie powracającą na nowo sakralną, prawie gregoriańską atmosferą. To czysty, ostry, niczym nieskrępowany paszkwil o wdzięcznym tytule „Kiedy pierd”. Ot, kontrast dla wtajemniczonych.

Podobnie ironicznie brzmi Ray Gun po solówce, gdy refren śpiewa męski chór a capella. Bogu dzięki, muzycy oszczędzili niespodzianek w kolejnej balladzie.

Niespodzianka za to szykuje się w Darkness Darkness. Pamiętasz solo we Friendly Fire? Tutaj staje się ono motywem przewodnim.

Wraz z Moorsoldaten – hymnem Żydów niemieckich z obozów koncentracyjnych, tworzą swoistą kadencję dla albumu. Kadencja iście pogrzebowa, a wtajemniczonym w poprzednie płyty przypomnieć powinno się Iuvenes z debiutanckiego Helium Vola i Gegen einen Damon z poprzedniego Liod.

Koniec albumu jest iście filmowy – Nuestras Vidas to dialog wszystkich solistów z chórem. Choć jest dopowiedzeniem wszystkich poprzednich utworów i czerpie z nich charakterystyczne elementy twórczości Horna – partie dialogowane, rwane frazy, delikatne bity wymieszane z normalnymi instrumentami, to jednak nie jest to zakończenie, ale raczej początek dla słuchaczy.

Fur euch, die Ihr liebt.

Dla każdego, kto kocha.

__________________

* łac. i tak aż do nudności
** niem. długie jest życie, ale krótki maj (cytat z Maienzeit)
*** jednym słowem (cytat z Manifesto)

%d blogerów lubi to: