Przeskocz nawigację

  1. Movement #1
  2. Pourquoi?
  3. In memoriam (Apocalyptica cover)
  4. Ste Catharine
  5. Till the End
  6. Comment
  7. Movement #2
  8. Suite d’Ambrosyne
  9. Movement #3
10. Apocalypse et paix
11. Glorieux Dieu, glorieuses hommes
12. L’Interrogation
13. Je suis
14. Tu seras
15. Movement #4
16. The Funeral of Hearts (HIM cover) (Bonus track) 

Ocena: 7.5/10

Po tym, jak przez nasze uszy przetoczył się ostatni – wybitny w swej klasie i dorównujący eksperymentom Ernsta Horna album Homeros – C’est dit par le vent – okazało się, że trzeba było czekać kilka dobrych lat, zanim pojawiły się jakieś znaki na niebie, że pojawi się i kolejny krążek francuskich eksperymentatorów.

Pierwsze wieści były dość skąpe – wiadomo było tylko, że grupa szykuje jakiś cover i że album ma się składać z więcej niż dziesięciu utworów. Rezultat jest taki, że najdłuższy kawałek to rzeczony cover (jeśli nie liczyć Suite d’Ambrosyne).

Pierwsze wrażenie jednak jest inne – ano i niezbyt pozytywne, bo można się zasugerować tym, że grupa wypuściła klon Liod oddanego pięć lat temu na użytek publiczny przez Helium Vola – ten sam pomysł, tu nazwany Movement – czyli drobne utworki (z których najkrótszy – Movement #4 trwa niespełna 40 sekund, a najdłuższy – Movement #3 – nie przekracza dwóch minut), na podstawie których budowany jest cały album. Okazuje się jednak, że muzycy obrali inną ścieżkę – Movement są skoczne, pełne życia, a powracają one na kawałkach poprzedzających kolejne poruszenie – czyli Movement #1 rozbudowuje się do Comment, Movement #2 to jakby wstęp do Suite d’Ambrosyne, a Movement #3 uzupełnia Tu seras.

Movement #4 natomiast jest klamrą kończącą album. To jednak, co się prezentuje wewnątrz niego, potrafi wciąż pozytywnie zaskoczyć.  Eric, trzeba mu przyznać sprawiedliwość, stworzył przepiękną balladę Pourquoi, która wpasowuje się niejako w klimat zapowiadanego covera – czyli In Memoriam.  Klawesyn zamiast dodatkowej wiolonczeli i jakoś to idzie. Cover może nie powala, ale jest sprawnie zrobiony i z pasją. Dopiero jednak Ste Catharine pokazuje, że muzycy nie popadli w rutynę – Edith śpiewa pieśń ludową sprzed kilkuset lat i, tak naprawdę, jest to jedyny utwór, kiedy śpiewa. Bo Glorieux Dieu, glorieuses hommes to wokaliza stylizowana na akustyczną Lisę Gerrard, a Je suis i Tu seras to jakby wykorzystanie jej głosu zamiast skrzypiec, które gdzieś tam w tle plumkają swoje staccato, nadając rozlewającej się muzyce rytm.

Pokrótce – ballady przeplatają się z żywszymi utworami, ale poza chyba Suite d’Ambrosyne i wspomnianymi Ste Catharine oraz Glorieux Dieu, glorieuses hommes nie ma tu jakichś wybitnych uniesień chwytających za serce. Suite zaś to ośmiominutowy utwór, na który chyba muzycy zużyli wszystkie siły. Cóż – ten utwór dorównuje Requiescat z poprzedniego albumu.

The Funeral of Hearts natomiast jest utworem… cóż, dziwnym. Jest przepięknie zagrany… bo śpiewu w ogóle nie ma. Odwrócono, co ciekawe, plan instrumentalny – gitara jest niby na miejscu, ale to fortepian wygrywa melodię, a skrzypce służą za tło. Tak, ten cover to dobre podsumowanie Movement – nie ma rewolucji ani rewelacji, ale jest sprawnie wykonana robota. Choć, z drugiej strony, żeby TAK sprawnie wykonać robotę, to trzeba mieć talent. De facto – kolejny zawód roku, choć – w przeciwieństwie do Lacrimosy – względnie przyjemny.

– f!eld

One Comment

    • buba
    • Posted 11 lutego, 2010 at 8:48 pm
    • Permalink

    Recenzje z tej strony zainspirowały mnie do wysłuchania choć jednej z płyt zespołu Homeros, ale… w sieci nie ma o nich żadnej wzmianki. Dlatego zwracam się z pytaniem gdzie mogę znaleźć jakikolwiek informację o tym zespole? Z góry dziękuję za pomoc.


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: