Przeskocz nawigację

5099996631621_M
1. Roll With the Wind
2. Fairytale
3. Dolphin
4. Kiss and Tell
5. Funny Little World
6. If You Were Gone
7. Abandoned
8. 13 Horses
9. Song From a Secret Garden
10. 500 Miles (Bonus)

Ocena: 6/10

Głosowałem na Rybaka. Cóż, lubię Eurowizję, mam w zamian za 4 godziny spędzone przed telewizorem trochę masochistycznej rozrywki związanej z tym festiwalem kiczu. Jednak Rybak urzekł mnie prostotą piosenki, folkowymi wstawkami i chwytającym refrenem. Dobra, nie była to może muzyka najwyższych lotów, ale wreszcie coś nowego i innego od tych wszystkich pseudopopowych szmir. Nawet jeśli niewiele lepiej brzmiało „Fairytale”, to brzmiało WCIĄŻ lepiej. Zresztą, posłuchajcie sami:

Niestety płyta już żadną rewolucją nie jest, a właściwie… jest wręcz przewidywalna. Zaczyna się nieźle – Roll With the Wind to kawałek równie hitonośny, co jego następca – Fairytale. Potem Dolphin zaczyna irytować i ta folkowo-szantująca maniera sprawia wrażenie powtarzalnej. Tym bardziej, że melodie są jak z jakiegoś walniętego kabaretu dla leśnego ludku. Kiss and Tell próbuje jeszcze ratować i sprawiać wrażenie, że Rybak ma pomysły. Może i je faktycznie ma, ale nie są one pierwszej świeżości. To zresztą jest zawsze problem folku – odwołuje się do tego, co już znamy i mamy podświadomie wdrukowane, zatem zaskoczyć można co najwyżej interpretacją.

A następne utwory pokazują, że interpretacja jest miałka, bo poprawna. Wszystko jest poprawne, zagrane ładnie, ale tak jakoś… średnio czuć w tym pasję. Jest energia, ale wrzucona w skrzypce. To po co ten wokal wtedy, ja się pytam? Dopiero 13 Horses jako ballada ratuje album i pokazuje, że Rybaka stać na prawdziwe emocje. Song From a Secret Garden to ładny, ale wciąż zapychacz. Natomiast 500 Miles jako bonus jest o tyle nietrafiony, że przypomina Kiss and Tell.

No dobra, ładna ta płyta, ale na parę niezobowiązujących przesłuchań. Rybak stworzył folkową odmianę Feela. Szkoda tylko, że nie zdobył polskich rozgłośni. Pewnie dlatego, że w porównaniu nawet z rodzimym Carrantuohill (do którego mu chyba najbliżej) wciąż mniej więcej przypomina Dodę postawioną przeciwko Madonnie. Nie ten pułap.

– f!eld

%d blogerów lubi to: