Przeskocz nawigację

  1. Morning Prayer
  2. Spiritu
  3. Air and Angels
  4. The Family of Love
  5. Lacrimosam
  6. Astrea
  7. The School of Mysteries
  8. Light
  9. Hymn to the Sun
10. Vices and Virtues
11. Night Flight
12. Silencium

Ocena: 9/10

Recenzja z cyklu „nazwiska, które nic nie mówią” – John Harle – cisza… Nic dziwnego, bo wielu informacji o tym obywatelu Zjednoczonego Królestwa nie uświadczy, a spotkać go łatwiej osobiście w europejskich filharmoniach lub londyńskich Night of the Proms, niż znaleźć płytę na sklepowej półce (choć na Wawelu rok temu mieli). Pomimo tego, że brał udział w wielu wiekopomnych przedsięwzięciach muzycznych, chociażby jako muzyk zespołu Michaela Nymana, osiągnąwszy też znaczny komercyjny sukces na rynku muzyki klasycznej pod własnym szyldem, to jego profile w sieciach muzycznych serwisów świecą pustkami. Może to i lepiej, gdyż to, co nieczęsto spotykane, zazwyczaj bardziej się ceni, a zapewniam, że nie sposób nie docenić inteligencji i wirtuozerii Johna Harle raz się na niej poznawszy.

Na albumie „Silencium: Songs of the Spirit” – taki tytuł nosiła oryginalna edycja z 1997 roku – kompozytor i saksofonista, zebrał swoje utwory pochodzące głównie z produkcji telewizyjnych i filmowych, gdyż Harle był wieloletnim nadwornym maestro BBC. Wydawać się to może prostym przepisem na przebojową kompilację i być może czytającemu wyrwie się z ust głos „Rubik z Wysp”, ale byłaby to karygodna niesprawiedliwość wobec świetności angielskich tradycji muzyki klasycznej i samego twórcy. Angielskość, przenikająca na wskroś tę muzykę, nie jest jedynym istotnym elementem tej twórczości, drugim ważnym składnikiem jest coś zupełnie innego – jazz i improwizacja. Wszystko to przepuszczone przez genialny, analityczny umysł przeistacza się w coś wspaniałego.

Motywem przewodnim dla idei albumu jest harmonia i symetria, która zastępuje zderzenia i kontrasty poprzedniego albumu „Terror and Magnificence”. Rozpoczyna więc, zgodnie z kanonem, łagodne intro – „Morning Prayer” – mglisty poranek nad irlandzką doliną, przynoszący dźwięki dzwonu i dud, który później rozwija się w radosną jutrznię pełną głosów dziecięcego chóru i modlitewnych wersetów w wykonaniu klasycznego sopranu. „Spiritu” drży od tamburynów i innych bardziej egzotycznych perkusyjnych kaskad, skąpanych w gęstej orkiestracji. Natomiast „Air and Angels” to już sekcja smyczkowa na pełnych obrotach. Trzy utwory i pozostawiający pozytywne wrażenie brak pomysłów na sklasyfikowanie tej muzyki, korzystającej śmiało z bogatych możliwości klasycznego instrumentarium do odziania kompozycji genialnych w swej prostocie.

Pomimo, że repertuar pochodzi z różnych obrazów, siła oryginalnego stylu sprawia, że nie słychać między utworami żadnych zgrzytów typowych dla zwyczajnych składaków. Obecna na „Silencium” nastrojowa jedność odmienia się przez różne muzyczne obrazy, struktury i głosy. „Lacrimosam” nawiązuje do muzyki sakralnej. Momenty instrumentalne – tajemniczy nokturn „Night Flight” i świetliste „Hymn to the Sun” – to pierwszoplanowy saksofon i ledwie namacalna jazzująca wolność improwizacji nie oderwana od symfonicznego tła, odmalowującego scenerię dla zdarzeń opowieści. Z tej luksusowej mieszanki dźwięków orkiestry Academy of St Martin’s in the Fields, trojga sopranów – Catherine Bott, Sarah Leonard i Nicole Tibbels oraz chóru The Worchester Cathedral Schola, wychodzą nam na przeciw pieśni pełne świeżości i szlachetnego wydźwięku. O dreszcze przyprawiają zarówno arcypozytywne hymny „Astrea” i „Light”, jak też szepczące mury szkoły tajemnic w „The School of Mysteries” oraz „Silencium”.

Łatwo zapragnąć by taka muzyka rozbrzmiewała ze scen i głośników znacznie częściej, a twórcy kłaniano się już z daleka, ale twórca zupełnie o to nie zabiega, znając doskonale kierunki działania wszystkich mocy, jakie drzemią w zwyczajnej pieśni. Wówczas wystarczy pozwolić im działać i naprawdę czasem lepiej pozostać w cieniu swych dzieł by nie przysłaniać drogi do ich wnętrza.

Ver.

One Comment

  1. Mam nadzieję, że wkrótce uda mi się posłuchać tego Pana :)


Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: