Przeskocz nawigację

  1. Sarabande
  2. Song of the Birds
  3. Empires of Light
  4-6. Vivaldi Concerto in G minor for 2 Cellos
  7. To Unpathed Waters, Undreamed Shores
  8. Merlin’s Hat
  9. Asturiana
10. Lost Sea Voices
11. Elevazione
12. Babbie’s Daughter
13. Largo from Vivaldi Cello Sonata in E minor
14. At the Violet Hour

Ocena: 8/10

Tę wiolonczelę słyszało wielu, ale nieliczni kojarzą nazwisko Caroline Dale – solistki, kompozytorki i aranżera. To właśnie jej wersja „Sarabandy” okrasiła reklamę Levisów, jej dłonie posuwały smyczek w filmowej autobiografii legendarnej Jacqueline du Pré, wreszcie to Caroline jest pierwszą wiolonczelistką w zespole Davida Gilmoura na trasie „On an Island” oraz w szeregach Londyńskich Filharmoników.

Caroline Dale udzielała się też na albumach Eimear Quinn, w ścieżce dźwiękowej „Dumy i uprzedzenia” oraz u Sinéad O’Connor, co w wyniku twórczej symbiozy z producentami Irlandki, zaowocowało pobocznym koncept-albumem „Interview with the Angel” pod szyldem projektu Ghostland. Już wtedy dała się poznać jako wyjątkowa kompozytorka i orkiestrator, która potrafi sprawić, iż autentycznie słychać, jak instrumenty szemrzą i oddychają pomiędzy nutami. Swój jedyny solowy album nazwała czerpiąc garść słów z Szekspira: „Never did I hear so musical a discord, such sweet thunder.” Po przesłuchaniu albumu nie sposób nie związać lirycznych wersetów z zawartością płyty.

Pierwsza połowa albumu to wstęp, nie lada wstęp, oparty na melodiach cudzych. Oprócz znanej nazbyt dobrze „Sarabandy” Haendla, pojawia się tradycyjna melodia „Song of the Birds”, gorzki romantyzm „Empires of Light” Taieba i Dale, oraz jej własna, rozświetlona interpretacja trzech części Koncertu G-moll Vivaldiego. Szekspir nadal śpi z piórem w dłoni. Dopiero w utworze szóstym, „To Unpathed Waters, Undreamed Shores”, dochodzi do głosu autorka i w miarę postępu tego niemal 6 minutowego utworu okazuje się, że kontynuuje ona poważny, klasyczny krajobraz poprzednich dzieł, ale w warstwie emocjonalnej obserwujemy niespodziewany przypływ, który zmywa początkową sielskość sceny.

Tak, oto znaleźliśmy się w swoistym apogeum albumu. Szekspir się budzi. „Merlin’s Hat” to genialna kompozycja, pierwsza jaka zasługuje na miano słodkiego gromu. Misternie utkana na kanwie niepokojącego motywu pizzicato, przyprawia o dreszcz – z początku sączy powolną łzę, by w finale dramatycznie rozlać się w akcenty zamętu i zagubienia. Duchowe wyciszenie przynosi tajemnicza „Asturiana”, schodząca z wiolonczelą po fortepianowych spiralnych schodach, ale tylko po to, by znów wyprawić słuchacza na niespokojne wody w „Lost Sea Voices” w przeciągu jednego spojrzenia. Właśnie „Lost Sea Voices” i „Merlin’s Hat” są najlepszymi przykładami epickiej strony kompozycji Caroline Dale, w świetle których jej filmowy, wizualny charakter nabiera bardzo angielskich, i chciałoby się rzec „męskich”, cech. Jednakże dźwiękowy przejaw nadal zdradza pieczołowitą dbałość o najmniejszy brzmieniowy detal. Kryminalna powieść grozy naznaczona zewnętrznym liryzmem w sceneriach Turnera.

Kiedy zmierzch nad Morzem Północnym zapadł już na dobre, barokowe wnętrza rozbłyskają pastelą dialogu wiolonczeli i oboju podczas długich i świętych chwil „Elevazione” Domenica Zipoliego. Atmosfera znów staje się bardziej kobieca i delikatna, jeszcze tylko „Babbie’s Daughter” z gitarą Dave’a Gilmoura zarysuje swój niepokorny temperament, przeminie po cichu Vivaldi z fortepianem Sally Heath, i wszystko zaśnie w przeciągu autorskiego, tęsknego „At the Violet Hour”. „Such Sweet Thunder” to instrumentalna klasyka o wielkiej mocy (w)rażenia. Gorąco polecam.

Ver.

%d blogerów lubi to: