Przeskocz nawigację


  1. Tholos
  2. After the Rain
  3. Out of the Window
  4. The Old Tree
  5. Procession
  6. Unforgettable Day
  7. Humming Birds
  8. Only the Children
  9. Gold Diggers
10. Moonbeam
11. Calumet
12. Yodle Dance
13. Yellowstone

Ocena: 7/10

Któż nie pamięta afrykańskiej kołysanki „Sweet Lullaby”? Iluż tęskni za świtem epoki kiedy muzyka świata była zapraszana na salony popu i parkiety klubowych rytmów najświeższej mody? Zaczynam sentymentalnie, chociaż album „Windows” stoi czymś więcej niż klimatem lat świetności duetu Deep Forest, a bierze się to stąd, że mija właśnie 10 lat odkąd Michel Sanchez i Eric Mouquet wspólnie produkowali muzykę. Oficjalnie działalności zespołu nie zawieszono, a jednak muzyczne ścieżki tych dwóch kolekcjonerów etnicznych brzmień rozeszły się.

„Windows” to solowy odchył Sancheza, który pojawił się jeszcze przed wydaniem „Boheme” – ledwie drugiego krążka Deep Forest, i co mnie zadziwiło po tylu latach, wyraźnie na „Windows” słychać co brzmienie zespołu zawdzięcza każdej ze swoich połówek, chociaż należy przyznać, że Francuzi są mistrzami kreatywnej syntezy. Od ich wspólnych dokonań należałoby odjąć klubową elektronikę, ograniczyć opowieści etnicznych głosów do materii dźwięku przepuszczonego przez skomputeryzowane przestrzenie i podkreślić melodyjną kompozycję dawką klasycznych instrumentów – otrzymamy coś pokrewnego muzyce Deep Forest, ale ze środkiem ciężkości przesuniętym z wokali na improwizację z fortepianami, akordeonem i gitarą elektryczną na czele – oto Michel Sanchez i jego „Windows”. Oczyma wyobraźni można obserwować kolorowe mozaiki, dla których egzotyczne krajobrazy to materia użyta do tworzenia autorskiego, surrealistycznego obrazka, a ich dźwięk dobiega naszego ucha przez europejskie okna. Zaskakuje jednak to, że nadal wyczuwalny jest ten optymistyczny etniczny koloryt. „Tholos” to dobra wizytówka – kompozycyjnie świetny materiał na dynamiczny przebój, ale mimo, że nie brak w nim zaśpiewów nieznanych lądów, można śmiało rzec, że mamy do czynienia z utworem (bardzo) instrumentalnym. To, tak naprawdę, tyczy się całości albumu.

Nikogo zapewne nie zdziwi to, że album doskonale nadaje się do wywoływania żądzy wędrówki, nawet jeśli dzisiaj, w dobie popularności rodzimych grup i nieskażonego folku, wydaje się to być ledwie pięknym obrazkiem z biuletynu biura podróży. Trzeba jednak mieć na względzie to, że Sanchez naprawdę zasługuje na miano muzycznego iluzjonisty i reklama egzotyki to ostatni cel jego nieskrępowanej (czego dowodzi drugi album „Hiéroglyphes”) i malowniczej twórczości. W ten sposób rozgrzane, drżące krajobrazy obserwowane są z bezpiecznego ambientowego cienia, a i tak udzielają się nam ich słoneczne wibracje – „After the Rain” czy „Unforgettable Day” to najlepsze tego przykłady. Między nimi pojawia się fortepianowe solo „Humming Birds” i o dziwo wcale nie zakłóca barwnego kalejdoskopu oglądanych scen. Czar nieznanych ziem w ciemniejszym wydaniu też zjawia się na „Windows” pod koniec płyty – rozpoczyna się księżycowym „Moonbeam”, którego rozmarzenie zmienia się w rytualną scenę „Calumet”, a kończy wręcz tajemniczymi i podniosłymi nutami „Yellowstone”.

Połowa Deep Forest, i to wystarcza by zostać oczarowanym, mimo iż zdaję sobie sprawę, że niektórzy miłośnicy dokonań zespołu i im podobnych mogą mieć wrażenie obcowania z jakimś destylatem pełni, dlatego to nie jest album dla poszukiwaczy autentycznych wokalnych pamiątek z obcych kontynentów. Za to każdy, kto bardziej emocjonalnie odczuwa subtelne fluidy dalekich stron, i woli podróżować po nich na falach własnej wyobraźni, nie powinien przegapić, gdyż Michel Sanchez na swojej płycie dostarcza ku temu dostatek oryginalnych środków.

Ver.

%d blogerów lubi to: