Przeskocz nawigację

1. Awakenings
2. Illusions of Bliss
3. Loving You Is Easy
4. Changes
5. Forgiveness
6. Rivers of Love
7. Love Come
8. Out of Tune
9. Heartbreak
10. Don’t Give Up On Us
11. U Want Me 2
12. Bring On the Wonder
13. Love Come piano version

Ocena: 7/10

Pierwsza od 7 lat studyjna płyta Sary McLachlan rozpoczyna się utworem „Awakenings” – Przebudzenia – minęła przeszło połowa dekady, a budzimy się nadal w tej samej jasnej alkowie kobiecej twórczości, w której, przysięglibyśmy – zaledwie wczoraj, położyliśmy się spać przy dźwiękach „Dirty Little Secret” z płyty „Afterglow”. Jednak długi czas podkręcił oczekiwania do niebotycznych rozmiarów, co najnowszemu albumowi niekwestionowanej gwiazdy herbu female songwriters tyleż służy, co szkodzi. W muzycznym światku już to przerabialiśmy wielokrotnie. Sarah zachęca jednak by ulec prawom iluzji – i przy całym moim sceptycyźmie wobec pierwszego kontaktu z albumem i nucie pewnego rozczarowania, muszę się przyznać, że poddanie się poezji 12 nowych piosenek w dalszym biegu zdarzeń wcale nie było trudne i nadal przeżywa swój postęp. To chyba jakiś sen…

Pierwszą chorągiewką na horyzoncie był singiel „Loving You Is Easy” – jak stwierdził mój znajomy, piosenka jak sugeruje tytuł również jest bardzo „easy”. W kontekscie płyty Sary McLachlan zabrzmi to zapewne barbarzyńsko, ale kawałek prosił się o snobistyczne westchnienia zarezerwowane dla upierdliwych popelinowych lovesongów. Zwłaszcza, że linia wieku średniego przekraczana jest obecnie przez wiele niepokornych kochanek fortepianu z opłakanym skutkiem. Kto tego będzie słuchał? Byłby to jednak zarzut infekowany stwierdzeniem, że artysta musi cierpieć, by stworzyć coś wartościowego, ale zwłaszcza w dzisiejszych czasach można mieć już serdecznie dość piosenek o bólu istnienia. Błogie iluzje wcale nie muszą okazać się urojeniem, …i w gruncie rzeczy nie mogą, gdyż twórczość tę cechuje od lat inteligencja tak emocjonalna jak i artystyczna.

Pewien komentarz z last.fm doskonale podsumowuje zarówno album jak i powyższy akapit: „wystarczą mi jej teksty śpiewane przy akompaniamencie kilku instrumentów”. Kryje się w tym to, co stanowi mankament albumu, dla tych, co spodziewali się bardziej wyszukanych aranżacji i palety tematów („przez sześć lat mogła z tej płyty zrobic złoto”) – dominują gitary, fortepian i perkusja, syntezatorowe mgławice zostały odstawione na bok. Połowa utworów zdaje się być słyszana juz gdzieś wcześniej – choćby „Changes”, które natychmiast przywodzi na myśl „Drifting”, albo „Forgiveness”, z bardzo typową Sarze kompozycją i melodycznymi haczykami (w uszach dzwoni mi „Worlds on Fire”). Nikt tu nie próbuje na siłę zaznaczyć swojej oryginalności, i śmiem twierdzić, że kryje się w tym siła i realizacja własnej wartości, która ma pozamuzyczne źródło. Już „Afterglow” nie grzeszyło postępowością, a mam wrażenie, że „Laws of Illusion” pozostawia po sobie bardziej intensywny ślad. Z czasem docenia się progresywny urok (u-rock) „Awakenings” i „Don’t Give Up On Us”, oraz szerszą perkusyjną gamę „Illusions of Bliss”, oraz gitarę we wszelakich postaciach, z czego największe wrażenie na mnie zrobił „Love Come” – wietrzne elektryczne pizzicato w połączeniu z nocnym przypływem nastrojów daje wspaniały rezultat (a jego akustyczna wersja nie jest gorsza). Piękne zakończenie autorstwa Susan Egan – „Bring On the Wonder” – to perełka prostoty, stanowiąca wyborne zakończenie krążka; na tyle, że się chce nacisnąć play jeszcze raz…

Sarah McLachlan to, podobnie jak Enya, muzyczna non-konformistka, której w czasach powszechnego zaznaczania swojej inności dalekie są idee powrotów w błysku i kolorowym dymie, których być może pragnęlibyśmy. Jej nowy album to mimo wszystko klasa sama w sobie, i w tym wypadku nawet nie przeszkadza mi, że jest to klasa sprawdzonych wyrobów.

.

Ver.

%d blogerów lubi to: