Przeskocz nawigację

  1. An Cuilfhíonn
  2. Our Wedding Day
  3. The Lark in the Clear Air
  4. The Norwegian Minstrel Boy
  5. The Crossing
  6. Song from Before
  7. The Garton’s Mother’s Lullaby
  8. The Last Rose
  9. The Procession
10. My Lagan Love

Ocena: 7/10

Wiem, że spoglądając na okładkę i tytuły można pomyśleć, że oto pojawiła się dwudziesta któraś płyta spod szyldu „Celtyckie Kobity”, ale nic bardziej mylnego. Jeśliby tandem Fionnuali Sherry i Rolfa Lovlanda, tworzących trzon zespołu Secret Garden, podzielić na „Secret” i na „Garden” – to raczej Fionnuali przypadnie epitet tajemnicy, gdyż niewtajemniczonych zmyli nawet tytuł jej solowego debiutu. Nie mamy bowiem do czynienia z kolejną kompilacją popisów irlandzkich słowików, ale z albumem instrumentalnym – jak przystało na pierwsze skrzypce Tajemniczego Ogrodu – i to przyrządzonym bardzo świeżo i po skandynawsku, za sprawą producenckiego warsztatu Kjetila Bjerkestranda.

Wcześniej nie kojarzyłem nazwiska Bjerkestranda, jednak po wysłuchaniu płyty wiem, że należy nadrobić zaległości, gdyż to, co od razu dociera do naszych uszu to zmyślnie zaaranżowana przestrzeń dźwięków. „An Cuilfhíonn” to dowód na to, że w kwestii irlandzkiej muzyki folk nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa. Jednocześnie w całej krasie ukazany zostaje przepis na ten sukces. Z zamiłowaniem do studyjnych manipulacji dźwiękiem, i bez popadania w syntezatorową sztampę, utkana została kołysząca się jak żagiel na wietrze materia, na której barwami morza i ziemi wymalowano atlantycki krajobraz. Wszystko po to, by srebrnymi liniami przemówiły urywki skrzypcowej opowieści, zaaranżowane niczym fragmenty celtyckiej plecionki, z początku luźnej i półprzezroczystej, później gęstszej i ciemniejszej. A takie momenty zarzucania minorowego woalu na pogodne melodie zjawiają się dość często, i tym bardziej czarują, o ile po chwili podniosła tonacja znów gdzieś ulatuje tak, jak się pojawiła. To chyba nie tylko wpływ wyspiarskiej pogody.

Kolejny utwór, znany także jako „She Moved Through the Fair”, wraz z „The Garton’s Mother’s Lullaby”, udowadnia inną rzecz. Wydawałoby się niemożliwe by element wokalny na albumie instrumentalnym nie dominował natychmiast utworu – tu się tak nie dzieje, bo nawet ludzki głos staje się dzięki jakiejś sztuczce elementem dźwiękowej tkaniny. Płyt z melodiami irlandzkimi jest tyle, że dziś nie wystarczy ich zaśpiewać, nie wystarczy ich nawet dobrze zaśpiewać (wyjąwszy owocne związki koneserów i wykonawców wokalnej wirtuozerii spod znaku tradycyjnego sean-nós). Na „Songs from Before” jest inaczej, bo dźwiękowe obrazy się mienią stonowaną paletą, i dobiegają z nich dźwięki pozytywek, elektrycznych gitar, akordeonu, stylizowanych instrumentów Państwa Środka, i cała gama innych rytmicznych akcesoriów, odcieni i stylizacji – szczególnie w pamięć zapadają misterne konstrukcje i barwne akcenty dalekowschodnie w „The Last Rose” oraz słona morska bryza „My Lagan Love”. Są jeszcze kompozycje autorskie – „The Crossing” Bjerkestranda; pozytywka skradająca się po kamiennych schodach pt. „Song from Before” oraz klasycyzująca „The Procession”, napisane przez samą Sherry – oba wykraczające swym kolorytem poza mapę Irlandii daleko w kierunku Morza Śródziemnego.

Jeszcze niedawno na wiadomość, że żeńska połowa Secret Garden postanowiła powywijać smyczkiem solo, byłem przekonany, że pewnikiem miała ochotę nagrać coś z większym ogniem niż to, co przedstawiał najnowszy przygaszony repertuar grupy. Jednak nie. Wszak tytuł mówi wyraźnie – to skrzypcowe pieśni, nie tańce. Mimo to, „Songs from Before” to doskonała okazja, by stary wyjadacz szmaragdowego folku liznął efemery o nowoczesnym kroju, a świeżak zaczął swą podróż odlotem z wysokiego gniazda.

Ver.

%d blogerów lubi to: